-Nieźle no nie? Teraz poczujemy co to znaczy skosztować życia.
-Tak, dokładnie tak samo myślę. - Posłała mi uśmiech. - Jestem Niki.
-Dalia.
Po paru minutach jazdy Nieustraszeni zaczęli wyskakiwać z pociągu.
-Oni skaczą! - Krzyknął jakiś Erudyta.
-No pewnie że skaczą! W końcu to Nieustraszeni - Powiedziałam odsuwając się do drugiego boku pociągu wzięłam rozbieg i wyskoczyłam z pociągu na dach budynku. Za mną skakali inni.
-Wszyscy do mnie! - Krzyknął jeden ze starszych Nieustraszonych. - Jestem Will i jestem jednym z przywódców. A teraz jeśli chodzi o was. Jeśli chcecie być Nieustraszonymi to tędy droga. - Wskazał na dziurę za sobą.
-A co jest na dole? - Spytała Altruistka.
-Skocz a się dowiesz. - Nie poruszyła się. - Więc kto będzie pierwszy? - Nikt się nie odezwał.
-Ja. - Powiedziałam pewnie wychodząc z szeregu.
-Więc proszę. - Weszłam na gzyms. Spojrzałam w dół i skoczyłam. Spadałam i spadałam i nagle poczułam przez chwilę coś wbijającego mi się w plecy, odbiłam się do góry i znów wylądowałam na, jak się już zorientowałam siatce. Zaśmiałam się i w tym momencie ktoś pociągnął siatkę i przeturlałam się. Chłopak na oko dwudziestoletni z kolczykiem w brwi i tatuażem przy oku pomógł mi zejść z siatki.
-Jak się nazywasz?
-Dalia.
-Pierwszy skoczek Dalia! - Krzyknął a Nieustraszeni zebrani wokół zaczęli wiwatować, po chwili skoczył chłopak z Erudycji, po nim dziewczyna z Serdeczności.
Gdy już wszyscy skoczyli odezwał się chłopak który wszystkim pomógł zejść z siatki.
-Jestem Ricky i będę waszym instruktorem. Ci z Nieustraszonych pójdą z Oliv, ci z transferu za mną. - Powiedział i nasza grupa się rozdzieliła.
Szliśmy w ciszy korytarzami jaskiń, naszego nowego domu, trzeba się przyzwyczajać do słabego oświetlenia na korytarzach, jeśli można to tak nazwać. Wreszcie wyszliśmy na bardziej oświetlone tereny, stanęliśmy nad przepaścią.
-To jest Wilczy Dół, centrum naszego życia. Tu spędzamy najwięcej czasu. - Powiedział.
Zerknęłam w dół. Tam na dole było pełno ludzi trenujących. Spojrzałam w górę Zadaszenie było szklane dzięki temu było tu jasno, póki świeci słońce. Ricky ruszył dalej a my za nim. Szliśmy krętym korytarzem, w końcu otworzył jedne z drzwi i wszedł do środka, zeszliśmy na dół kilkoma schodami. Był to jeden wielki pokój w którym było pełno łóżek.
-To jest wasza sypialnia. Spędzicie tu najbliższe kilka tygodni. Wszyscy.
-Znaczy dziewczyny i chłopaki razem? - Spytał Serdeczny.
-Tak. Tu jest łazienka. Są lepsze warunki niż kilka lat temu. Nie widziałem jak było kiedyś, wiem tyle co opowiadano. - Dziesięć kabin toaletowych z lewej strony, rząd kranów na środku z jednej strony, a z drugiej półki i szafki, z prawej strony znajdowały się natomiast dziesięć kabin prysznicowych. - Teraz idziemy na obiad. Później dostaniecie swoje nowe ciuchy i przed kolacją te zostaną spalone. Idziemy - Szliśmy za nim starając się zapamiętać drogę. Ja na szczęście mam dobrą pamięć, więc nie grozi mi to że się tu pogubię. Gdy weszliśmy na stołówkę wolny był tylko jeden wielki stół i właśnie do niego zasiedliśmy. Cała nasza dwudziestka, Ricky usiadł z nami.
-Kto by pomyślał że w tym roku aż trzech Altruistów wybierze Nieustraszoność. Aż tak wam tam źle? - Spytał Zukon.
-Może nie tyle co źle. Bo frakcja sama w sobie jest spoko. Ale ja na przykład czułem że tam nie pasuję. - Powiedział Remik
-Ja chciałam się uwolnić od rodziców mówiących mi ciągle co mam robić, jak mam się zachowywać i mówiących o pomaganiu innym.
-Ja po prostu nie pasowałem do tamtejszego schematu.
-A wiesz co mnie dziwi? Że tyle Erudytów jest na tyle odważnych by być w Nieustraszoności.
-A co myślisz że to że jesteś Serdecznym czyni cię kimś lepszym jak przeszedłeś do Nieustraszonych? Niż Erudyta chcący być Nieustraszonym? - Wściekł się Tylor.
-Ty to powiedziałeś. - Zaśmiał się Grey. Serdeczny najwyraźniej dobrze się bawił widząc wściekłego Tylora.
-Ty blondyna. - Podniosłam wzrok na mojego przyjaciela Manu.
-Co?
-Ale tak szczerze?
-No co?
-Co cię skłoniło do podjęcia takiej decyzji?
-Mówisz jakbyś mnie nie znał Manu. - Chłopak się zaśmiał. - Zawsze podziwiałam Nieustraszonych. Intrygowali mnie. Po za tym od zawsze brakowało mi tego, rozpierającej energii, adrenaliny, wyzwań. A ty? Nigdy nie widziałam u ciebie skłonności do tej frakcji.
-Kierowałem się testem. Nie wiedziałem co wybrać. Ale czuję że dam radę.
-Mam nadzieję. - Powiedziałam i nałożyłam sobie ziemniaków i kotleta na talerz i zaczęłam jeść. Po chwili na stołówkę wpadło dziesięciu zamaskowanych typów. Jeden złapał Tylora, drugi Ricky'ego, czterech złapało kilku innych starszych lub młodszych od nas. Pozostali czterej weszli na stoły. Jeden z nich krzyknął.
-Niech nikt się nie rusza, albo oni zginą!
Tracy chwyciła nóż powoli ale jeden z tych zamaskowanych typów krzyknął
-Ej! Gdzie te ręce! - Wrzasnął i kopnął nóż. Korzystając z okazji że ona przykuła ich uwagę szybko wzięłam mój nóż i schowałam ręce pod stołem. Tamara która to zauważyła puściła mi oczko i wstała.
-Zostawcie ich. Co wam zrobili? - Spytała. Spojrzałam w prawą stronę stołówki gdzie było kilka stołów. Wszyscy zamaskowani goście stali do nas tyłem. Koleś trzymający Ricky'ego był za daleko. Spojrzałam w lewo końcówka mojego stołu przy nim stał koleś trzymający Tylora, bardzo blisko mnie i drugi stojący po drugiej stronie stołu wrzeszczący w tej chwili na Tamarę. Wstałem szybko z krzesła, przecięłam dłoń oprawcy Tylora, ten wrzasnął, a ja z łatwością wyrwałam mu broń. Lewą ręką chwyciłam jego dłonie z tyłu, pistolet trzymając w prawej dłoni przycisnęłam mu do skroni. Teraz pozostali terroryści patrzyli się na mnie.
-I co przyjemne uczucie? - Spytałam. Korzystając z małego zamieszania Tamara wyrwała broń z rąk kolesia stojącego przed nią chwyciła go i przyłożyła mu pistolet do głowy, to samo uczynił Alek siedzący za oprawcą Ricky'ego. Kopnął go w plecy przez co ten puścił Ricky'ego, wyrwał mu pistolet z dłoni i trzymając go płasko przy ziemi przycisnął pistolet do głowy. I powoli z nim wstał odwracając się twarzą do pozostałych i tak jak ja i Tamara schował się za nim by inni nie mogli w nas trafić.
Ale zamiast usłyszeć wściekanie się pozostałych terrorystów, czy strzałów, wszyscy zaczęli się śmiać. A siedmiu wolnych przestępców zdjęło maski. my w trójkę puściliśmy tych których trzymaliśmy i cofnęliśmy się ale wciąż mieliśmy wymierzone w nich bronie. Oni zdjęli maski i spojrzeli na nas. Ten w którego ja celowałam ciemnoskóry chłopak odezwał się.
-No proszę proszę. W tym roku mamy bardzo walecznych z transferu. Prawość, Erudycja, Serdeczność. No no no. Ale jak tak patrze to i nawet Altruistów widzę.
-Możecie opuścić broń. - Odezwał się Ricky. - To był wasz pierwszy test. Ten kto podjął się jakiejś akcji, w tym wypadku Dalia, Tamara i Alek dostaną punkty za spryt i wykorzystanie sytuacji. Gdyby to była prawdziwa akcja podejrzewam że dali byście radę ich pokonać. Nie spodziewali się ataku z waszej strony. - Oddałam pistolet kolesiowi którego skrzywdziłam.
-Wybacz za rękę. - Powiedziałam i usiadłam na swoim miejscu.
-Spoko, nic poważnego się nie stało.
-Idź to lepiej opatrz.
-Tak zrobię Ricky.
-----&&&-----
Jest kolejny rozdział. Jak wam się podoba?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz