sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 3

-To był Jimi mój młodszy brat. - Podszedł do nas drugi z naszych "oprawców" również czarnoskóry. - A ja jestem Kris. No w tym roku nas zaskoczyliście. Jeszcze nigdy podczas tego testu nie było tak wesoło, ani tyle się działo. Na ogół transfery bali się podejść i zareagować. A kończyło się tym że wpadali w panikę a my byliśmy zmuszeni strzelać. - Wyciągnął przed siebie broń i wycelował we mnie i wdusił spust a na mnie kapnęło kilka kropel wody. Zaśmiałam się.
-Pistolet na wodę.
-Tak. Wiele szkód nie zrobi, a przestraszą się wszyscy bo wygląda na prawdziwy. Do zobaczenia dzieciaki. - Powiedział i odszedł.
-Ej Dalia!
-Co?
-To była niezła akcja.
-Sama skumałaś co zrobiłam. i odwróciłaś jego uwagę.
-To się nazywa być zgranym. - Zaśmiała się.
-No. Najważniejsza jest współpraca. Ale też dobrze sytuacje wykorzystał Alek. - Odwróciłam się w jego stronę. Spojrzał zdezorientowany na mnie. - Wszyscy skupili swoją uwagę na mnie i Tamarze, a ty wykorzystałeś uśpioną czujność kolesia i uwolniłeś Ricky'ego i sam z niego zrobiłeś zakładnika i przy okazji swoją tarczę. - Chłopak uśmiechnął się do mnie. Nagle na sali zrobił się hałas wszyscy zaczęli uderzać swoimi metalowymi kubkami o blat, a do stołówki na piętrze do barierki podszedł mężczyzna z wieloma kolczykami na twarzy i tatuażami na rękach.
-Nowicjusze wstać. Wybraliście frakcje wojowników których zadaniem jest obrona miasta i jego mieszkańców. Wierzymy w męstwo i odwagę z pomocą których możemy stanąć w obronie innych. Uszanujcie to. Przynieście nam zaszczyt. - Powiedział i opuścił stołówkę.
Wszyscy obecni zaczęli wstawać i klaskać i wiwatować. Podnieśli nas do góry i przekazywali nas z rąk do rąk. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać i ogółem było miło i wesoło. Po chwili zaczęli nas podrzucać w górę krzycząc "Za nowicjuszy! Hip hip! Hura!" Po jakimś czasie sama nie wiem jak długim odstawiono nas na ziemie i mogliśmy w spokoju dokończyć już zimny obiad, ale nikomu to nie przeszkadzało. Na stołówce znów zapanował gwar od rozmów i brzdęki sztućców uderzanych o metalowe talerze. Po jakimś czasie podszedł do nas Ricky z Oliv.
-Dziewczyny udadzą się z Oliv, chłopacy ze mną. - Powiedział i oboje ruszyli do wyjścia a my za nimi. Ricky skręcił w prawo a za nim poszli chłopaki a my za Oliv szliśmy prosto. Weszliśmy do jednego z pomieszczeń, które okazało się być wielką składownią ciuchów. Co samo przez się mówiło gdyż na drzwiach była tabliczka "Składownia dziewczyn" Każdej dziewczynie dała torbę, dwie czarne i dwie czerwone koszulki na ramiączka, dwie czarne i dwie czerwone z krótkim rękawem, dwie czarne i dwie czerwone z długim rękawem, dwie czarne bluzy bez kaptura wciągane z czerwonymi paskami na rękawach, dwie czarne bluzy bez kaptura na zamek z czerwonymi paskami na rękawach, dwie czarne skórzane kurtki, cztery pary czarnych długich spodni, dwie pary czarnych dresów, dwie pary czarnych krótkich spodenek, dwie pary skórzanych rękawiczek do nadgarstków, dwie pary do łokci, dwie pary bez palców do nadgarstków i dwie pary bez palców do łokci. Nie wiem po co nam aż tyle, ale nie pytałam. Żadna z nas nie zadawała pytań. Każda miała sobie wybrać po kilka par bielizny w swoim rozmiarze i dwie pary butów. Następnie wyszłyśmy z tego pomieszczenia i poszłyśmy dalej prosto korytarzem a następnie skręciłyśmy w lewo. Weszłyśmy do pomieszczenia gospodarczego, każda dostała dwa ręczniki, żel pod prysznic, szampon, szczoteczkę i pastę do zębów, szczotkę do włosów i suszarkę.
-Macie wszystko co potrzebne, poczekajcie tu na drugą grupę Ricky oprowadzi was po całej naszej frakcji. - Powiedziała i odeszła. Po chwili przyszli chłopacy, Ricky wręczył im przybory toaletowe i oprowadził nas po frakcji. Chodziliśmy dobrych parę godzin.
-Teraz się przebieżcie, wasze stare ciuchy trzeba spalić i udamy się na kolację. Jutro przed śniadaniem trening obudzę was spokojnie. A teraz przebrać się już. Będę tu czekał. - Powiedział i oparł się o ścianę, a my wszyscy weszliśmy do naszej sypialni. Szybko przebrałam się w koszulkę z krótkim i bluzę na zamek, którą zapięłam tylko do połowy i długie spodnie. Wyszliśmy z sypialni i Ricky zaprowadził nas do dużego kontenera, wrzucił tam zapaloną pochodnie i kazał wrzucić nam tam swoje stare ubrania, które nie będą nam już nigdy potrzebne. Tak więc każdy po kolei podchodził do kontenera i wrzucał swoje stare ciuchy w ogień.

-----&&&-----
Jest kolejny rozdział, jak się podoba?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 2

Ja byłam pierwszą osobą która wybrała Nieustraszoność. Słuchałam uważnie kogo wyczytuje Frank i jaką frakcje wybierają. Po mnie tę frakcje wybrali jeszcze Nickolet Telkater z Serdeczności, Samuel Erezin z Serdeczności, Manuel Flane z Prawości, mój przyjaciel, Zukon Tamis z Erudycji, Mia Josenner z Erudycji, Letticia Garens z Prawości jej akurat nie kojarzę, Martin Rollden z Serdeczności, Delgado Miller z Prawości jego też nie kojarzę, Tracy Wistmore z Erudycji, Tamara Edgensen z Serdeczności, Temari Clain z Erudycji, Lisana Serenco z Altruizmu, Caroline Ellande z Erudycji, Remik Fisher z Altruizmu, Alek Melson z Erudycji, Jack Riordan z Prawości, Tylor Ortiz z Erudycji, Grey Greenser z Serdeczności, Paul Sebier z Altruizmu. Oprócz nas do Nieustraszoności przystąpiło większość osób pochodzących z tej frakcji. Co w tym wypadku było piętnaście osób. Mniej niż transferów. Co mnie zdziwiło gdy jeden z Nieustraszonych Jared Erckelin przystąpił do Serdeczności, a jego brat bliźniak Cain do Altruizmu. Takie sprzeczności. Ale czemu się dziwić, ja sama z Prawości przeszłam do Nieustraszoności, a mój brat z Prawości do Serdeczności gdzie on wychowywany by mówić prawdę, wybrał bycie życzliwym w co wchodzi kłamanie dla dobra drugiego człowieka. Gdy Ceremonia Wyboru się skończyła my Nieustraszeni jako pierwsi opuściliśmy salę. Nie odwracając się do tyłu, zostawiając przeszłość za sobą poszłam wraz z innymi Nieustraszonymi do wyjścia. Gdy wyszliśmy na korytarz wszyscy zaczęliśmy biec. W końcu nasz pociąg na nas nie poczeka. Uśmiechnęłam się i zaczęłam biec wraz z innymi. Zaczęliśmy się wspinać po rusztowaniu mostu na peron. Wszyscy staliśmy na długim peronie. Gdy zza zakrętu wyłonił się pociąg wszyscy zaczęliśmy biec. Pierwsi na pociąg skakali Nieustraszeni i otworzyli drzwi i dalej wskakiwaliśmy tak jak każdemu pasowało. Wskoczyłam druga zaraz za jednym z starszych Nieustraszonych. Usiadłam na podłodze i oparłam o ścianę i uśmiechnęłam. Tak zdecydowanie tego mi w życiu brakowało. Zabawy i adrenaliny. Gdy do pociągu wskoczyła dziewczyna z Serdeczności i wpadła na mnie od razu przepraszając ja się tylko uśmiechnęłam i powiedziałam.
-Nieźle no nie? Teraz poczujemy co to znaczy skosztować życia.
-Tak, dokładnie tak samo myślę. - Posłała mi uśmiech. - Jestem Niki.
-Dalia.
Po paru minutach jazdy Nieustraszeni zaczęli wyskakiwać z pociągu.
-Oni skaczą! - Krzyknął jakiś Erudyta.
-No pewnie że skaczą! W końcu to Nieustraszeni - Powiedziałam odsuwając się do drugiego boku pociągu wzięłam rozbieg i wyskoczyłam z pociągu na dach budynku. Za mną skakali inni.
-Wszyscy do mnie! - Krzyknął jeden ze starszych Nieustraszonych. - Jestem Will i jestem jednym z przywódców. A teraz jeśli chodzi o was. Jeśli chcecie być Nieustraszonymi to tędy droga. - Wskazał na dziurę za sobą.
-A co jest na dole? - Spytała Altruistka.
-Skocz a się dowiesz. - Nie poruszyła się. - Więc kto będzie pierwszy? - Nikt się nie odezwał.
-Ja. - Powiedziałam pewnie wychodząc z szeregu.
-Więc proszę. - Weszłam na gzyms. Spojrzałam w dół i skoczyłam. Spadałam i spadałam i nagle poczułam przez chwilę coś wbijającego mi się w plecy, odbiłam się do góry i znów wylądowałam na, jak się już zorientowałam siatce. Zaśmiałam się i w tym momencie ktoś pociągnął siatkę i przeturlałam się. Chłopak na oko dwudziestoletni z kolczykiem w brwi i tatuażem przy oku pomógł mi zejść z siatki.
-Jak się nazywasz?
-Dalia.
-Pierwszy skoczek Dalia! - Krzyknął a Nieustraszeni zebrani wokół zaczęli wiwatować, po chwili skoczył chłopak z Erudycji, po nim dziewczyna z Serdeczności.

Gdy już wszyscy skoczyli odezwał się chłopak który wszystkim pomógł zejść z siatki.
-Jestem Ricky i będę waszym instruktorem. Ci z Nieustraszonych pójdą z Oliv, ci z transferu za mną. - Powiedział i nasza grupa się rozdzieliła.
Szliśmy w ciszy korytarzami jaskiń, naszego nowego domu, trzeba się przyzwyczajać do słabego oświetlenia na korytarzach, jeśli można to tak nazwać. Wreszcie wyszliśmy na bardziej oświetlone tereny, stanęliśmy nad przepaścią.
-To jest Wilczy Dół, centrum naszego życia. Tu spędzamy najwięcej czasu. - Powiedział.
Zerknęłam w dół. Tam na dole było pełno ludzi trenujących. Spojrzałam w górę Zadaszenie było szklane dzięki temu było tu jasno, póki świeci słońce. Ricky ruszył dalej a my za nim. Szliśmy krętym korytarzem, w końcu otworzył jedne z drzwi i wszedł do środka, zeszliśmy na dół kilkoma schodami. Był to jeden wielki pokój w którym było pełno łóżek.
-To jest wasza sypialnia. Spędzicie tu najbliższe kilka tygodni. Wszyscy.
-Znaczy dziewczyny i chłopaki razem? - Spytał Serdeczny.
-Tak. Tu jest łazienka. Są lepsze warunki niż kilka lat temu. Nie widziałem jak było kiedyś, wiem tyle co opowiadano. - Dziesięć kabin toaletowych z lewej strony, rząd kranów na środku z jednej strony, a z drugiej półki i szafki, z prawej strony znajdowały się natomiast dziesięć kabin prysznicowych. - Teraz idziemy na obiad. Później dostaniecie swoje nowe ciuchy i przed kolacją te zostaną spalone. Idziemy - Szliśmy za nim starając się zapamiętać drogę. Ja na szczęście mam dobrą pamięć, więc nie grozi mi to że się tu pogubię. Gdy weszliśmy na stołówkę wolny był tylko jeden wielki stół i właśnie do niego zasiedliśmy. Cała nasza dwudziestka, Ricky usiadł z nami.
-Kto by pomyślał że w tym roku aż trzech Altruistów wybierze Nieustraszoność. Aż tak wam tam źle? - Spytał Zukon.
-Może nie tyle co źle. Bo frakcja sama w sobie jest spoko. Ale ja na przykład czułem że tam nie pasuję. - Powiedział Remik
-Ja chciałam się uwolnić od rodziców mówiących mi ciągle co mam robić, jak mam się zachowywać i mówiących o pomaganiu innym.
-Ja po prostu nie pasowałem do tamtejszego schematu.
-A wiesz co mnie dziwi? Że tyle Erudytów jest na tyle odważnych by być w Nieustraszoności.
-A co myślisz że to że jesteś Serdecznym czyni cię kimś lepszym jak przeszedłeś do Nieustraszonych? Niż Erudyta chcący być Nieustraszonym? - Wściekł się Tylor.
-Ty to powiedziałeś. - Zaśmiał się Grey. Serdeczny najwyraźniej dobrze się bawił widząc wściekłego Tylora.
-Ty blondyna. - Podniosłam wzrok na mojego przyjaciela Manu.
-Co?
-Ale tak szczerze?
-No co?
-Co cię skłoniło do podjęcia takiej decyzji?
-Mówisz jakbyś mnie nie znał Manu. - Chłopak się zaśmiał. - Zawsze podziwiałam Nieustraszonych. Intrygowali mnie. Po za tym od zawsze brakowało mi tego, rozpierającej energii, adrenaliny, wyzwań. A ty? Nigdy nie widziałam u ciebie skłonności do tej frakcji.
-Kierowałem się testem. Nie wiedziałem co wybrać. Ale czuję że dam radę.
-Mam nadzieję. - Powiedziałam i nałożyłam sobie ziemniaków i kotleta na talerz i zaczęłam jeść. Po chwili na stołówkę wpadło dziesięciu zamaskowanych typów. Jeden złapał Tylora, drugi Ricky'ego, czterech złapało kilku innych starszych lub młodszych od nas. Pozostali czterej weszli na stoły. Jeden z nich krzyknął.
-Niech nikt się nie rusza, albo oni zginą!
Tracy chwyciła nóż powoli ale jeden z tych zamaskowanych typów krzyknął
-Ej! Gdzie te ręce! - Wrzasnął i kopnął nóż. Korzystając z okazji że ona przykuła ich uwagę szybko wzięłam mój nóż i schowałam ręce pod stołem. Tamara która to zauważyła puściła mi oczko i wstała.
-Zostawcie ich. Co wam zrobili? - Spytała. Spojrzałam w prawą stronę stołówki gdzie było kilka stołów. Wszyscy zamaskowani goście stali do nas tyłem. Koleś trzymający Ricky'ego był za daleko. Spojrzałam w lewo końcówka mojego stołu przy nim stał koleś trzymający Tylora, bardzo blisko mnie i drugi stojący po drugiej stronie stołu wrzeszczący w tej chwili na Tamarę. Wstałem szybko z krzesła, przecięłam dłoń oprawcy Tylora, ten wrzasnął, a ja z łatwością wyrwałam mu broń. Lewą ręką chwyciłam jego dłonie z tyłu, pistolet trzymając w prawej dłoni przycisnęłam mu do skroni. Teraz pozostali terroryści patrzyli się na mnie.
-I co przyjemne uczucie? - Spytałam. Korzystając z małego zamieszania Tamara wyrwała broń z rąk kolesia stojącego przed nią chwyciła go i przyłożyła mu pistolet do głowy, to samo uczynił Alek siedzący za oprawcą Ricky'ego. Kopnął go w plecy przez co ten puścił Ricky'ego, wyrwał mu pistolet z dłoni i trzymając go płasko przy ziemi przycisnął pistolet do głowy. I powoli z nim wstał odwracając się twarzą do pozostałych i tak jak ja i Tamara schował się za nim by inni nie mogli w nas trafić.
Ale zamiast usłyszeć wściekanie się pozostałych terrorystów, czy strzałów, wszyscy zaczęli się śmiać. A siedmiu wolnych przestępców zdjęło maski. my w trójkę puściliśmy tych których trzymaliśmy i cofnęliśmy się ale wciąż mieliśmy wymierzone w nich bronie. Oni zdjęli maski i spojrzeli na nas. Ten w którego ja celowałam ciemnoskóry chłopak odezwał się.
-No proszę proszę. W tym roku mamy bardzo walecznych z transferu. Prawość, Erudycja, Serdeczność. No no no. Ale jak tak patrze to i nawet Altruistów widzę.
-Możecie opuścić broń. - Odezwał się Ricky. - To był wasz pierwszy test. Ten kto podjął się jakiejś akcji, w tym wypadku Dalia, Tamara i Alek dostaną punkty za spryt i wykorzystanie sytuacji. Gdyby to była prawdziwa akcja podejrzewam że dali byście radę ich pokonać. Nie spodziewali się ataku z waszej strony. - Oddałam pistolet kolesiowi którego skrzywdziłam.
-Wybacz za rękę. - Powiedziałam i usiadłam na swoim miejscu.
-Spoko, nic poważnego się nie stało.
-Idź to lepiej opatrz.
-Tak zrobię Ricky.

-----&&&-----
Jest kolejny rozdział. Jak wam się podoba?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 1

Nazywam się Dalia Porter pochodzę z Prawości, ale nie czuję się dobrze w tej frakcji. Od najmłodszych lat pragnę móc stąd uciec. Wyjechać i zerwać kontakt z tą frakcją. Tak jak zrobił to mój brat trzy lata temu i siostra dwa lata temu. Dzisiaj przejdę test który ma mi pomóc w wyborze frakcji na jutrzejszej Ceremonii Wyboru. Mój brat John wybrał Erudycje zawsze był mądry, siostra Kaela wybrała Serdeczność, nigdy nie lubiła mówić ludziom prawdy, wolała być życzliwa. Jaka jestem ja? Sama nie wiem. Wiem że na pewno nie pasuje do Prawości, nie lubię mówić prawdy. Po dzisiejszym teście będę musiała się mocno zastanowić gdzie pójść. Ciekawe jak sądzi mój brat bliźniak Peter? Czy jesteśmy na prawdę tacy podobni jak wszyscy mówią? To okaże się już wkrótce.
-Gotowa siostra?
-Gotowa.
-To idziemy. - Powiedział Peter i oboje weszliśmy do budynku. Wjechaliśmy windą na czwarte piętro i ustawiliśmy się wraz ze wszystkimi innymi szesnastolatkami w kolejce. Jest tu dziesięć sal. Wchodzi się pojedynczo, a tam jest przeprowadzany test. Jakiego typu to jest test nie wiemy, więc nie wiemy jak się na niego przygotować. Starsi którzy kiedyś przechodzili ten sam test przed wyborem swojej przyszłości nie wspominają o teście. Nie wolno o nim rozmawiać. Jedyne co można ujawnić to co wyszło nam na teście. Ale jak wyglądał test nie wolno tego ujawniać. W końcu przyszła moja kolej. Chłopak z Serdeczności wyszedł z sali z miną nie wyrażającą zachwytu, weszłam do sali i zamknęłam za sobą drzwi.
-Witaj. - Przywitał mnie Nieustraszony. Na oko wygląda trochę ponad dwadzieścia lat.
-Cześć. - Posłał mi uśmiech.
-Usiądź tu wygodnie i oprzyj się. - Zrobiłam jak kazał. - Wypij to. - Podał mi kieliszek z błękitnym płynem.
-Co to jest?
-Serum, pomoże nam sprawdzić do jakiej frakcji pasujesz. A teraz pij i odpręż się. - Wypiłam na raz i odstawiłam kieliszek na stoliczek obok fotela na którym siedziałam. Mężczyzna usiadł na swoim krześle i wpatrywał w monitor. Zamknęłam oczy.
Gdy je otworzyłam sala była pusta.
-Halo? - Wstałam z fotela, gdy się odwróciłam fotela już nie było. Odwróciłam się ponownie przede mną znajdował się stolik, a na nim trzy talerze. Na jednym kawał krwistego mięsa, na drugim nóż, na trzecim lina.
-Wybieraj! - Usłyszałam męski głos.  - Nim będzie za późno.
-Za późno na co? - Spytałam wciąż wpatrując się w to co stoi przede mną.
-Wybieraj!
-Mogę wybrać więcej niż jedno?
-Wybieraj! - Głos stał się bardziej donośny. Chwyciłam linę i nóż w ostatnim momencie po chwili stół zniknął. Nóż wetknęłam za pasek swoich spodni, a linę trzymałam w ręce.
-Co teraz?
Po chwili do pokoju weszła dziewczynka.
-Cześć. - Powiedziałam po chwili.
-Cześć. - Powiedziała i uśmiechnęła się złośliwie. - Twój czas się kończy.
-Co?
-Słyszałaś! - Krzyknęła i rzuciła się na mnie z nożem. Kopnęłam ją w rękę przez co nóż wyleciał jej z dłoni. Zawiązałam ciasno linę w okół jej nadgarstków a następnie oplątałam ją liną zawiązując ją na supeł za jej plecami.
-Puść mnie! Rozwiąż mnie! Jestem niewinna!
-Nie mnie o tym decydować. - Powiedziałam spokojnie i odsunęłam się od niej.
Po chwili usłyszałam wściekłe warczenie psa. Z mojej prawej strony stał pies, a ślina ciekła mu z pyska. Zaczął biec w stronę związanej dziewczyny.
-Pomóż mi! Błagam!
-Chciałaś mnie zabić a teraz prosisz o pomoc? - Powiedziałam i wyciągnęłam nóż zza paska. Stanęłam przed dziewczyną, wprost na mnie biegł wściekły pies. Wyciągnęłam ręce przed siebie mocno ściskając w obu rękach nóż. Pies skoczył, nadział się na nóż, a jego trup opadł na mnie. Byłam we krwi. Zepchnęłam martwego zwierza z siebie i wstałam na nogi.
Po chwili obraz się zamazał, a ja się przebudziłam, leżałam na fotelu, obok mnie na stołku siedział ten sam mężczyzna co na początku, a moje ubrania były czyste.
-I jaki mam wynik?
-Na pewno nie tego się spodziewałaś.
-Co to znaczy?
-Twój wynik nie jest jednoznaczny. Wyszło ci że pasujesz do Erudycji, Serdeczności i Nieustraszoności. Wybierzesz to co będziesz uważała za słuszne ale musisz być ostrożna. Jesteś Niezgodna. Nikt nie może się dowiedzieć. A teraz idź do domu, gdyby ktoś pytał poczułaś się źle podczas testu. Tylko jeszcze jedna sprawa. Jaką z tych trzech frakcji wpisać ci w wyniku?
-Nieustraszoność.
-Co?
-I tak to wybiorę. Zawsze mnie do was ciągnęło. Jesteście tacy inni, wyjątkowi. Niczego się nie boicie i jesteście zadziwiający. To co wyprawiacie ... - Zaśmiałam się lekko. - Do zobaczenia. - Powiedziałam i zeszłam z fotela i wyszłam z sali. Gdy tylko otworzyłam drzwi w moją stronę szedł Erudyta. Skręciłam w lewo kierując się do bocznego wyjścia. Wróciłam do domu.
-I jak skarbie?
-Dobrze mamo, tylko trochę źle się poczułam po serum i odesłali mnie do domu żebym czasem nie zasłabła.
-Ojeny ...
-Ale już mi trochę lepiej. Niema się czym martwić.
-A jaki masz wynik testu?
Nie zdążyłam odpowiedzieć gdyż do domu wszedł Peter.
-Cześć mamo. - Uśmiechnął się do niej.
-Cześć kochanie. Jak poszło?
-Świetnie.
-A wynik testu?
-Wyszła mi Serdeczność. - Z ust matki dało się słyszeć Oh. - A ty siostra? - Spytał wesoło.
-Nieustraszoność.
-Wiedziałem. Pasujesz tam. Od zawsze wspominałaś o nich i przypominasz Nieustraszoną. - Uśmiechnęłam się szczęśliwa.
-Cieszę się dzieci że wynik wyszedł wam taki jakiego oczekiwaliście. - Powiedziała, ale w jej głosie dało się słyszeć ból.
-A gdzie tata? - Spytał Peter.
-Musiał zostać w pracy dłużej. Ale niedługo powinien wrócić. Idźcie się połóżcie. Jutro wasz wielki dzień.
Zaczęliśmy z bratem wchodzić na górę, a mama wróciła do salonu. Usłyszeliśmy jak zanosi się płaczem.
-Mamo czemu płaczesz? - Spytała Fibi.
-No właśnie mamuś czemu płaczesz? - Spytał Circo.
-Chodzi o Dalie i Petera prawda? Myślisz że opuszczą naszą frakcje?
-To jest pewne kochanie. Oboje tu nie pasowali. A ich miny kiedy powiedzieli swój wynik testu ... OH! - Załkała mama.
-Nie martw się mamo, ja cię nie opuszczę.
-I ja też nie.
Spojrzeliśmy z Peterem po sobie i uśmiechnęliśmy smutno. Weszliśmy do swoich pokoi.

Następnego dnia rano ubrałam granatowe spodnie, białą koszulę, granatową marynarkę, czarny krawat, oraz czarne trampki. Nigdy nie lubiłam tych eleganckich butów, ani eleganckich sukienek i spódniczek. Stawiam na wygodę. A wolę ubrać się wygodnie, bo nie wiadomo co będę musiała zrobić, nikt nie zna przez co przechodzą nieustraszeni na początku. Zeszłam na dół i w szóstkę zjedliśmy śniadanie, następnie opuściliśmy dom. Pojechaliśmy do tego samego budynku w którym byliśmy wczoraj, tyle że tym razem weszliśmy do jedynego pomieszczenia na parterze. Zajęliśmy miejsce w wyznaczonym miejscu dla naszej frakcji. Gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca na środek wyszedł Erudyta Frank Zacherden.
-Witajcie na Ceremonii Wyboru. System frakcji to organizm zbudowany z komórek, z was. Może zdrowo funkcjonować tylko wtedy gdy każdy z was zajmie prawowite miejsce. Przyszłość należy do tych którzy znają swoje miejsce. Dzisiaj kolejni szesnastolatkowie stają przed wyborem frakcji. To jest wybór na całe życie. Należy go mądrze przemyśleć. Pamiętajcie o tym. Za chwilę staniecie tutaj przed pięcioma czarami i będziecie musieli wybrać. Czy chcecie być Altruistami gdzie najważniejszymi cechami są bezinteresowność, chęć pomocy innym, skromność i odrzucanie próżności. A może Erudycja gdzie ceni się inteligencje, bystrość, mądrość i chęć do prac naukowych. Czy może Nieustraszoność gdzie przede wszystkim stawia się na odwagę, zaradność, zręczność, a także bystrość i mądrze przemyślane decyzje strategiczne i chęć obrony kraju i ludzi. A może jednak Prawość gdzie zwraca się uwagę na sprawiedliwość, szczerość i uczciwość. A może jednak Serdeczność gdzie wszyscy są życzliwi i uśmiechnięci żyjący w zgodzie i pokoju. Pamiętać jednak należy że ten kto postanawia zmienić frakcje musi zapomnieć o rodzinie i przyjaciołach. Frakcja ponad pokrewieństwo. O tym należy pamiętać i przestrzegać tego inaczej zapanuje chaos. Gdy stąd wyjdziecie nie będziecie już jednostkami zależnymi, lecz pełnoprawnymi członkami społeczeństwa Więc czas zacząć Ceremonię. Poproszę o listę. Zack Elwood. - Chłopak z Erudycji wstał i podszedł do stołu z pięcioma czarami. Pierwsza z wygrawerowanym symbolem oka oznacza Erudycje, a w niej jest woda. Druga czara na której jest wygrawerowane drzewo oznacza Serdeczność, a w niej znajduje się ziemia. Trzecia ma wygrawerowaną wagę oznacza Prawość, a w niej szkło. Czwarta ma wygrawerowane dwie dłonie złączone w uścisku oznaczające Altruizm, a w niej kamienie. Ostatnia piąta czara ma wygrawerowany płomień, a w niej rozgrzane węgle. Przed czarami jest ustawiony stos chusteczek, plastrów i nóż. Erudyta naciął sobie dłoń i wystawił rękę nad jedną z czar kropla jego krwi kapnęła na kamienie.
-Altruizm, - Powiedział Frank. Chłopak wytarł nóż w chusteczkę odłożył go na miejsce, wziął jeden plaster i poszedł w stronę Altruistów. Mało kto do nich dołącza. Frank wyczytywał kolejne trzy nazwiska. I w końcu padło moje.
-Dalia Porter! - Wstałam uścisnęłam braci, siostrę i rodziców.
-Kocham was. - Powiedziałam i podeszłam na środek. Stanęłam przed czarami i chwyciłam nóż w dłoń. Nacięłam sobie rękę i uniosłam ją nad rozżarzonymi węglami kropla mojej krwi skapnęła na nie.
-Nieustraszoność. - Powiedział Frank, a od strony gdzie oni siedzą usłyszałam wrzaski zachwytu i radości. Wytarłam nóż w chusteczkę i odłożyłam go na miejsce, wzięłam plaster i podeszłam do nich i usiadłam w pierwszym rzędzie gdzie miejsca ustąpił mi pewien chłopak mówiąc.
-Gratulacje. Dokonałaś dobrego wyboru. - Uśmiechnął się, a ja odpowiedziałam mu tym samym. Klepnął mnie przyjaźnie w ramie i odszedł do tyłu.
Peter właśnie brał do ręki nóż, naciął sobie dłoń i jego kropla krwi kapnęła na ziemie w czarze Serdeczności. Serdeczni zaczęli się cieszyć, Peter wytarł nóż, odłożył go, wziął plaster i odszedł do swojej nowej frakcji. Spojrzałam w stronę Prawości, tam gdzie siedzieliśmy, Mama, tata, brat i siostra płakali.

-----&&&-----
Jak się podoba rozdział?
Czekam na waszą opinię.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz.
:D